sobota, 11 marca 2017

W oczekiwaniu

W oczekiwaniu na leczenie. Na nowe leki, które mogą wszystko zniweczyć, a niewiele zaleczyć. W oczekiwaniu na półmaraton. Na bieg, który może pójść dobrze, albo okazać się katastrofą.

Transfer do zmiennego i dużo kraula

Setki i dwusetki zmiennym i dużo kraula
W oczekiwaniu Królik stara się trenować. Nie żeby tylko tak pływać od ściany do ściany; nie żeby biec przed siebie i potem wracać; nie żeby wyłącznie kręcić i patrzeć, jak krople potu spadają z czoła. Tylko tak żeby jakiś sens minimalny w tym wszystkim znaleźć.

Kilometrówki w tempie progowym

W pływaniu to Królik na trenerze polega. Ale sam też stara się pływać szybciej. I dużo zmiennego. Jakieś progowe tempa, interwały i rytmy w bieganiu; jakieś przyspieszki na rowerze robić się stara. Wszystko takie mało konkretne, mało przekonujące, mało zachęcające. Bo w oczekiwaniu.

Zabijanie nudy na trenażerze

czwartek, 16 lutego 2017

Ferie. Śnieg. Przerwa w pływaniu, odpoczynek od roweru


Nawarstwiły się Królikowi trzy wyjazdy pod rząd. Najfajniejszy – ten na narty – już się kończy. Do tego dwie służbówki w kraju. Trochę willy-nilly zrobiła się przerwa od pływania. Choć lubi Królik eksplorować nowe baseny i pływać w podróży (to często łatwiej zorganizować niż rower), to tym razem jakoś to nie poszło.

Z tras narciarskich widoki ...

... powrót przez jezioro ...

Traumatyczna wizyta w OSiRze rzeszowskim (pływanie w poprzek 25m basenu, bilet na określoną godzinę na 45 minut i tak dalej) zniechęciła skutecznie do dalszych poszukiwań. A na Północy Królik baseny ma obczajone i jakoś po prostu nie miał ochoty jechać w tym celu do miasta.

... ścigając się z zachodzącym słońcem.

Początek braków w śniegu ...
 
Wolał bujać się koło domu (czyli w lesie) po śniegu. Śniegu niestety wcale wiele nie było. Starczyło na raptem pierwszych kilka dni pobytu, wtedy udało się trochę ponarcić. Potem ten śnieg się wyślizgał, zlodowaciał, wysublimował, skompaktował i Królik większą frajdę miał z biegania.

 
... taka jakaś mgła zeszła i szadź wykrystalizowała w postaci lodowych igiełek ...

... wszystko się zanurzyło w mglistości lodowej.


Do tego brak roweru – zarówno tego transportowego, jak i kieratu stacjonarnego. Do tego albo sporo pracy, albo nadrabianie zaległości w spaniu. W każdym razie poza rutyną. I może to najfajniejszy odpoczynek.

Fjord tylko częściowo zamarznięty

niedziela, 15 stycznia 2017

Nigdy dość szybko


Pierwsze zawody biegowe w tym roku. Przez chorobę nie wie Królik, na co go stać. Poprzedniego dnia w czasie rekreacyjnego pływania prawie się Królik utopił, tak mu brakowało tchu, mięśnie się trzęsły i w ogóle. Wariacko działa królicze ciało. Od choroby i od leków. Czasem rozrywa je euforia na granicy jakiegoś naspidowania, innym razem nie jest się w stanie Królik zwlec z łóżka. Różne układy króliczego organizmu wydają się wyłączać od tej choroby, inne nagle przyspieszają. Totalny obłęd.

Stanął Królik na starcie Biegu Chomiczówki po raz drugi, i tak jak kilka lat temu, miał być to sprawdzian tempa przed półmaratonem. Zważywszy wynik z październikowego półmaratonu w Gdańsku (tempo 5:22) i bardzo fajną pogodę, ale czując od rana jakąś trzęsawkę w całym ciele, optymistycznym wariantem było polecenie tych 15km w tempie 5:10.

 
Najpierw było oczywiście przepychanie się do przodu i może dzięki temu wszedł Królik w jakiejś takie całkiem miłe tempo. Może troszkę za szybkie, ale biegło się swobodnie i bez wysiłku pierwszą 5km pętlę. A potem drugą. Troszeczkę szybciej. I nagle wydreptanych miał już Królik 10km w jakieś 49:40 i w zasadzie jeszcze nie bardzo się zmęczył. Trzeba było wydłużyć krok. A przede wszystkim wyprzedzać. W ogóle stale Królik wyprzedzał, ale oczywiście na trzecim okrążeniu to wyprzedzał takich, co wiele wolniejsi od niego być do tej pory nie mogli. No i tak frunął Królik od jednego do następnego i łykał kolejne osoby. I przyspieszał stale i ostatnie dwa kilometry to były już bardzo szybkie, w zasadzie w trupa.

 
Nie, Królik nie jest zadowolony. Wiadomo, że nie jest. Nigdy nie jest. Ale tu też dlatego, że okazało się na mecie, że czas gorszy od poprzedniego o 1:03 (minutę i trzy sekundy), czyli że można było walczyć. Gdyby tylko Królik wiedział, na co go stać, na jakie tempo, na jaki wysiłek, gdyby wcześniej urwał po dwie sekundy na kilometrze, gdyby zaczął finisz nieco wcześniej… To że przybiegł z czasem o jakieś 7% szybszym od zakładanego, że miał siłę, że wszystko się ładnie ułożyło, że nic nie bolało… że osiągnął kosmiczne jak na niedawne treningi tempo (4:51), że frunął do mety na ostatnim kilometrze… nie, nie, nie, to Królika nie zadowala. Nigdy nie jest dość szybko.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016


Dziesięć godzin na nartach, trzy i pół godziny na sali, ponad dziesięć godzin pływania i prawie 25km w basenie, jedna krótka przebieżka po lodzie. To efekt siedmiu dni obozu zimowego. Tak na zakończenie roku. Roku, który wyszedł przyzwoicie treningowo, mimo zawirowań (nie)zdrowotnych i wielu innych zaburzeń treningowej rutyny.

Długie cienie i inne komety. Na nartach podczas obozu zimowego

Pływ
Najwięcej było w 2016 pływania i to sporo więcej niż w poprzednich latach. Być może nawet dostrzega Królik niewielki postęp w technice (i to nie tylko kraula, ale też delfina i żaby – tylko grzbiet masakrycznie zaniedbuje Królik). Mniej jednak pływania w otwartej wodzie. W 2014 pływał Królik nałogowo w Jeziorku Czerniakowskim, gdzie woda jest jednak coraz paskudniejsza. W 2015 był w Sztokholmie, gdzie pływać można wszędzie. W tym roku takich okazji niestety prawie nie było.

Cały rok na jednym wykresie. Tygodniowe przepływy, przebiegi, przekrętki

Bieg
W drugiej połowie roku coś tam się z bieganiem odblokowało i Królik nieco więcej pohasał, wciąż to jednak nikczemne przebiegi i ogólna forma bardzo słaba, choć pewną wiarę przywrócił Królikowi start w półmaratonie w Gdańsku (klik).

Rowerowanie
Standardowo wyszło prawie 20km dziennie roweru transportowego. Natomiast Królik bardzo mało jeździł w tym sezonie na Szkocidle. Znów wrócił strach przed wpinaniem się w pedały i jeżdżeniem po niepewnym terenie. Jeździł Królik mało, wolno, z bardzo niską kadencją. Wcześnie więc rozstawił trenażer i zaczęło się kręcenie w domu. Na ogół na jakimś zmęczeniu i zniechęceniu. Często tylko po to, żeby się spocić. Bardziej konkretne treningi, które też sprawiają, że czas się tak okrutnie nie dłuży, robi Królik może raz w tygodniu.

W sumie więc objętościowo (bo wiadomo, że to Królika najbardziej interesuje – klik) nie wyszło jakoś źle. Ponad 10 godzin treningów tygodniowo, do tego jeszcze rower, narty, jakieś ćwiczenia, rozciągania.

Porównanie średniego czasu dziennie poświęcanego na treningi w latach 2013-2016

Wyjazdy i zawody
Było kilka fajnych wyjazdów – trzy obozy pływackie, dziwaczne wypady przy okazji wyjazdów służbowych. Na przykład raptem sześć tygodni dzieliło plażing i kąpanie się w Bałtyku (a raczej w Sundzie) od jeżdżenia na nartach w Marka. Pod koniec września w Kopenhadze woda miała może 14 stopni, ale powietrze ponad 20. Na początku listopada w Oslo padał śnieg, a powietrze miało jakieś -9 stopni. Zawodami jednak nie może się Królik pochwalić. Wystartował raptem trzy razy – na Jeziorku Czerniakowskim, na zawodach basenowych i w półmaratonie.

Na ten rok (2017)
Ogarnięcie spraw (nie)zdrowotnych będzie pewnie najważniejsze w tym roku. Ale bardzo chciałby Królik i potrenować, i wystartować w kilku imprezach, i jeszcze gdzieś miło pojeździć. Te plany jednak dopiero się tworzą, a i Królik przygotowany, że na weryfikację tych planów przez „tak zwane życie”.

środa, 28 grudnia 2016

Błędne koło wolnokurczliwości

Przymulenie, przemęczenie, brak szybkości, brak siły. To króliczy stan permanentny przez ostatnie dwa lata. Bo się Królik bez sensu koncentruje na objętości treningu. Wedle zasady:  byle więcej. Na siłę nie starcza już siły. Ani czasu, ani chęci. A jeszcze do tego zaczęły się też jakieś dziwne cyrki z króliczą krwią. 

Królik widzi ten brak siły i szybkości na każdym treningu pływowym – w ćwiczeniach powyżej 200m jest w stanie dotrzymać kroku kolegom, na krótszych odcinkach jest tragedia, zero możliwości przyspieszenia.
 
Test zakwaszenia i mocy na trenażerze w lecie 2016

Test na trenażerze na obozie letnim potwierdził dramatycznie wzrastające zakwaszenie. Może więc zbytnio rozbudowały się te nieszczęsne czerwone włókna mięśniowe, wolnokurczliwe, które lubią kurczyć się w tlenie. Brakuje za to tych szybkokurczliwych, którym tlen do krótkiej pracy nie jest potrzebny.
 
Czasem się Królik zmusi, żeby jednak coś przyspieszyć, dokręcić ...
  Test zakwaszenia na świątecznym obozie też wskazał dziwne wyniki. Się Królik zmęczył zadaniem w płetwach podczas treningu. A potem w czasie testu na 3x400m z progresją, zamiast się zakwaszać, to odkwaszał się od 7.0 do 3.5, po prostu wypoczywał, choć popłynął ostatnią czterysetkę w tempie zeszłorocznych zawodów. Obłęd jakiś.

... albo takie sobie przyspieszenia Królik czasem robi.
No więc wciąż jest to samo: im bardziej Królik zmęczony, tym mniej może przyspieszać, tym mniej ma ochotę na jakieś siłowe ćwiczenia. Tym bardziej jednak czuje się winny, więc wychodzi na trening typu truchtanie, pływanie patrolowym tempem, albo kręcenie ledwo co na rowerze. Królik nie odpuszcza, ale też nie wypoczywa na tyle, by w końcu mógł zrobić jakiś konkretniejszy trening.

niedziela, 4 grudnia 2016

Czarno-biało kolorowo


Cały miesiąc poza szpitalem. To było przegięcie i tak. I pokątnie brane leki na tę zepsutą krew, które i tak niewiele pomagały. Więc z powrotem Królik wpadł w szpitalne ubezwłasnowolnienie, upokorzenie, upodlenie. Z powrotem na korytarz, z powrotem na doby, podczas których nie widzi się nawet, jaka jest pogoda na zewnątrz. Tylko że poprzedni lek ściekał do żyły cztery godziny. Był czas na wyjście na zewnątrz. Poprzedni lek nie ścinał z nóg tak, jak ten nowy, do którego Królik podłączony jest przez osiem godzin. Przy którym głowa eksploduje, chce się rzygać, spać, upadać, płakać. Królik wyszedł znów sponiewierany. I szybko, jak najszybciej z tego koszmarnego, czarnego świata, pojechał jeszcze tego samego dnia na zawody.

 
To było najważniejsze, zdążyć tam pojechać. Niekoniecznie nawet startować, ale być tam wśród tego chlapania, hałasu, kolorów, krzyków, gwizdów; wśród kolegów, nie być samemu i trochę zapomnieć o szpitalu. Chyba wcześniej by Królik tak do tego nie podszedł. Jeszcze rok temu wystartował w dwóch tylko konkurencjach, żeby się na nich skupić (to był błąd pod każdym względem, ale chodziło o wyśrubowanie życiówek – klik). W tym roku, po tych dobijających lekach i szpitalach, perspektywa się zmieniła. Startować „na luzie” – nieznane wcześniej pojęcie dla Królika – zyskało swoje uzasadnienie. Królik więc z eksplodującą z bólu głową, facjatą zasiniaczoną, z trzęsącymi się mięśniami po lekach, bez żadnej rozgrzewki po prostu popłynął 100m dowolnym i 200m zmiennym pierwszego dnia. Czasy zupełnie beznadziejne. Ale udały się skoki (w każdym razie w króliczym mniemaniu) i udało się płynąć spokojnie na długich pociągnięciach. W zmiennym udało się też nie schrzanić nawrotów jak przed rokiem. A czas zaskakująco objawił się nawet o 4 sekundy szybszy niż poprzednio.

 
Ten pierwszy dzień, a także dość dobry (choć nie ma Królik z czym porównać) wynik na 100m żabą drugiego dnia rano, dało jakąś złudną nadzieję na przynajmniej przyzwoity wynik na 400m. Jeszcze Królik w sztafecie wystartował i już trzeba się było szykować do koronnego dystansu. No i tutaj królicza porażka jest tak dotkliwa, że żadne tłumaczenia (że bez śniadania, że po szpitalu, że po dwóch innych startach) nie są w stanie Królika zadowolić. To był najsłabszy wynik od wielu lat i pogrzebanie wszelkich nadziei na złamanie sześciu minut, jakie Królik żywił jeszcze w lipcu osiągnąwszy na treningu czas około 6:09 (klik). Tak więc generalnie czarno-biało z odrobiną koloru.

Na niebiesko tempa z zawodów na 25m basenie w 2012 i 2014, na czerwono - z zawodów na dużym basenie w 2015 i treningów tegorocznych, na zielono - aktualna antyżyciowka


czwartek, 17 listopada 2016

Służbowo. Na śnieg i deszcz


Nie miał Królik raczej takiego przewidywania, że na początku listopada będzie w Oslo śnieg. Ze śniegiem było tu ostatnio słabo. Przede wszystkim wtedy, kiedy Królik się na narty wybierał. A teraz miał lecieć służbowo i o takiej nieciekawej porze roku. A tu wiadomość tuż przed wylotem – bierzże narty, pada śnieg!

Widok z domu na fjord
Śnieg był, ale i pracy sporo było, a światła dziennego prawie wcale i tylko wtedy, gdy Królik zajęty był klikaniem i roztrząsaniem fundamentalnych zagadnień tego świata. Do tego różnica kilkunastu stopni spowodowała kilkudniowy niemiły okres dostosowywania się, kiedy Królikowi było bez przerwy zimno. Bieganie uskuteczniał Królik przed szóstą rano. W totalnych ciemnościach, bo tu słońce wstawało dopiero po ósmej. Latał wokół jeziora jedyną oświetloną ścieżką. Buty miał oczywiście zaopatrzone obowiązkowo w nakładki z kolcami.

Pigger na butach obowiązkowo przed wyjściem
Na narty jednak tego śniegu brakowało. Cienka wyślizgana warstwa na głównych trasach jeszcze wystarczała, ale w lesie trzeba było manewrować i zdzierać ślizgi na wystających korzeniach, kamieniach i drewnianych kładkach. Dwa razy tylko udało się Królikowi gdzieś na chwilę wyskoczyć i nawet było to za mało, żeby przypomnieć sobie podstawowy krok. Fotek z nart nie ma – iphone odmówił współpracy na mrozie.

Na biegowej ścieżce na ponad dwie godziny przed świtem
W niedzielę na biegowej ścieżce po świcie i w topniejącym śniegu
Szczęśliwcy i twardziele, do których Królik się niestety nie zaliczał, jeździli na rowerach. Trafił za to Królik na akcję promocji jeżdżenia na rowerze w zimie organizowaną przez ratusz. Można było wymienić opony na kolczaste, zaopatrzyć się w odpowiednie ubrania, napić kawy i zjeść słodką bułę. A miasto obiecuje, że główne trasy rowerowe będą miały priorytet podczas odśnieżania w zimie.

Akcja promocji zimowego rowerowania pod ratuszem
A potem nagle zrobiło się o kilkanaście stopni cieplej, polało ordynarnym deszczem. Pozostało bieganie na coraz bardziej błotnistej ścieżce. Biegania faktycznie było sporo. Za to pływania ledwo co. Raptem dwa razy. Nie miał Królik wiele siły jeździć na basen, a i pomysł to z gruntu koszmarny, żeby główny (i jedyny 50-metrowy) basen w mieście był czynny od 7 do 19. I to nie codziennie!

Na basen (i do sauny!)