Pokazywanie postów oznaczonych etykietą treningi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą treningi. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 sierpnia 2020

Vakantie in het Wisładal

Kilkanaście dni w Polsce. Głownie w domu. Dużo basenu w zespole. Takiego pływania to od listopada nie było. Jeszcze w dodatku w nowym ciele.

 

 

Poza tym tylko dwa krótkie wypady w dolinę Wisły: do Kazimierza i na Rokolę. Królik dostał udaru słonecznego na kajakach. Odchorowywał potem ponad dobę. A po dwóch godzinach pływania w gotującej się prawie wodzie w Rokoli też było źle. Ta energia słoneczna potem uchodziła i uchodziła, i ujść jakoś nie mogła. Upały to nie na Królicze ciało.

 

 

Królik oszczędza achillesa i stara się nie biegać. Zastępuje siłowaniem się z żelastwem. Zdaje się, że przez to źle się goi pocięty mięsień. Pewnie już zawsze pozostanie z wielkim zapadliskiem pośrodku. No trudno. Za to czuje Królik trochę siły w ramionach i przyspieszył nieco pływanie koniopsem (stylem motylkowym, znaczy się).

 

 

Z tych nierealnych niemalże wakacji już Królik z powrotem w domu. Wrócił do świata, który wydaje się bardziej realny, do rutyny, do pracy, do samotności. Byle tylko się w końcu ochłodziło. Królik ma wrażenie, że od pół roku jest stale upał. Że błąka się w jakimś zaklętym kręgu, zapętlonym czasie: lockdownu, gorąca, słońca, nieefektywnej pracy, fascynacji, rozpaczy, samotności.

 

 

czwartek, 30 lipca 2020

Steeds aan het…

Piąty tydzień codziennego pływania w basenie. Po pięciomiesięcznej przerwie. Wciąż wolno, wciąż niezgrabnie, wciąż brakuje oddechu. A na pływalni na ogół tłok. Jakiś lekki progres tylko Królik notuje.

 

Hertjes in het Heverleebos
Elke ochtend... hertjes in het Heverleebos

Jest chłodniej niż w maju i czerwcu. Królik stara się więcej pracować, nie ma czasu jeździć dwadzieścia kilometrów w jedną stronę, żeby nielegalnie zanurzyć się na 10 minut w jakimś jeziorku. Kto wie, co będzie dalej. Lockdowny wprowadza się lokalnie, ale dużo surowsze niż poprzednio, z godziną policyjną. Zaraz mogą zamknąć się granice.


Elke namiddag... sportkot
 

Od początku lipca chodzi też Królik sześć razy w tygodniu na siłownię. Ma poczucie, że od tego żelastwa raczej grubieje niż nabiera siły. Ale trochę musi zaniknięte pooperacyjną nieruchawością mięśnie uruchamiać.


Elk zwembad... nijntje ®Dick Bruna
 

Głowa nie pomaga. Królik trenuje, żeby nie myśleć. Jak zwykle. Ale teraz musi pilnować tego niemyślenia stale, żeby choć przez tę godzinę dwie zapomnieć. A potem wszystko wraca ze zdwojoną siłą.

niedziela, 5 lipca 2020

Terug aan het zwembad


We Flandrii baseny działają od 4 dni. Na razie Belgische koterij w pełnej okazałości. Wszystkie pomysły niechuchania sobie w twarz, czy niedotykania tych samych sprzętów, powodują więcej zamieszania niż potencjalnie mogą przynieść pożytku.

Prawdziwy trening, pierwszy od pięciu miesięcy

Ale jest cudownie. Ciało unoszące się na ciepłej, niebieskiej wodzie. Stopy muskające kafelkową ścianę; za daleko, ledwo palcami można się odbić; za blisko, pięty łomocą z całym impetem w mur. Kompletnie zaparowane okularki zanim jeszcze zaczęło się płynąć. Deseczka wypadająca spomiędzy ud przy nawrocie. Szczypiąca woda nalewająca się do nosa, uderzająca szczypiącym chlorem aż w zatoki. Łapki, które spadły z murka i trzeba gramolić się brzuchem na zewnątrz, żeby je dosięgnąć. Jakieś wieloryby wpływające na szybki tor ni z tego ni z owego, płynące środkiem i zatrzymujące się tuż przed ścianą. Płynący delfinem na tym samym torze profesjonaliści, którzy dobijają samym swoim wyglądem. Suche ubrania wyślizgujące się z ręki prosto na zalaną podłogę w szatni. Głuchota pobasenowa wylewająca się dopiero wieczorem z ucha na poduszkę.


Królika nowe ciało też uwielbia to wszystko. Choć coś tam jeszcze ciągnie, szczypie, boli. Czasy za to zatrważające. Tak wolno to Królik nie pływał przed CUTem nawet w trzeciej godzinie treningu.

Oprócz basenu, jest jeszcze nowe jeziorko, choć trzeba jechać nad nie półtorej godziny i płacić za wstęp, a pływa się tylko na ogrodzonej płyciźnie. Ale jest fala, jest wiatr, jest zimno; są zapiaszczone stopy i brudny ręcznik. Można leżeć na wodzie i gapić się na chmury. Można po pływaniu okutać się we wszystko co się ma i siedzieć na szarym piasku z zamkniętymi oczami.


piątek, 26 czerwca 2020

100


Parę dni temu minęło 100 dni lockdownu. Generalnie Królik wciąż nurza się w jakiejś swojej mroczności. Wydaje się, że ratuje rutyna. Trochę ratuje. A trochę może jest też tak, że dopóki ta rutyna będzie trwać, dopóty się Królik nie wygrzebie. Na pewno monotonia i podkręcanie kilometrażu nie robi dobrze Króliczemu ciału. Kolano jeszcze się trzyma, za to achillesy już mają dość.



Liczby wyglądają tak. Bieganie: 91 razy za w sumie 1039.7km. Średnie tempo dość obłędne, było sporo naprawdę szybkich biegów. Rower: 4428km, dużo jeżdżenia pozamiejskiego, więc i niezła średnia prędkość. Może i zepsute hamulce pomogły? Do tego Królik dokręcał coś na trenażerze. No i pływanie od czterech tygodni na nielegalu w jeziorku, na razie w dawkach homeopatycznych. I trzy wypady nad morze.



Zrobiło się gorąco. Zresztą cały lockdown to upały, już w marcu bywało naprawdę gorąco. Teraz bywa nie do wytrzymania. A z pływaniem tu wciąż bieda. Jeziorko otworzyło się tylko dla mieszkańców gminy. W innych miejscach konieczne rezerwacje. Jak działać będą baseny, nie bardzo wiadomo. Pływanie może uratować Królicze achillesy. I głowę. Jak zwykle.



poniedziałek, 1 czerwca 2020

Geen goede vooruitzichten


Minęło 11 tygodni lockdownu. W przypadku Królika 11 tygodni obłędnej rutyny. Głównie bieganie i rower. Brak pływania rzuca się Królikowi na głowę.

Przez ten czas wydarzyło się wszystko. Wdrapał się Królik tak wysoko, że musiał spaść na pysk tak, jak jeszcze nigdy w życiu nie spadł. Głowa tego nie wytrzymuje zupełnie. Wymaga podkręcenia rutyny, dokładania minut i kilometrów. A i tak nie potrafi Królik nie myśleć, nie rozpamiętywać, nie płakać.

Krajobrazy rowerowe
Przez te 11 tygodni wyszło 3189km roweru i 792.6km biegu, czyli średnio 41.4km roweru i 10.3km biegu dziennie. Ale maj już był totalnie obłędny: w sumie 1508km roweru i 357.9km biegu, co dało średnio 48.6km roweru i 11.5km biegu dziennie.

Er zou uiteindelijk iets moeten instorten. Geen goede vooruitzichten. 

Parę jeziorek w okolicy z zakazem pływania. Do tego obsiadłe przez wrednych wędkarzy

czwartek, 21 maja 2020

Sto osiem dni!


Tyle minęło od czasu poprzedniego pływania. Nawet wanny Królik nie ma, żeby choć się zanurzyć. Morze! Wbrew zakazom, ale musiał Królik. Pierwsza wycieczka dalej niż 30km od ponad 4 miesięcy. Złamanie codziennej rutyny biegania i roweru, którą trzyma Królik od sześćdziesięciu sześciu dni.

Ylva zrobiła swoje rutynowe 70km wzdłuż wybrzeża

Okazało się, że nie zapomniał Królik pływać. Najwyraźniej umiejętność ta nie siedziała w odciętych częściach ciała. A bez nich pływa się jeszcze przyjemniej, choć pozrastane na razie byle jak skóra i mięśnie jeszcze ciągną i przeszkadzają. Ale już zakres ruchów potrzebnych do pływania jest, już strupów, nitek, żyłek wystających z ran (chyba) nie ma. Musi Królik zacząć ćwiczenia na górną część ciała. Byle tylko poza morzem jeszcze jakiś akwen otworzyli!


niedziela, 26 kwietnia 2020

42 dni


Średnio dziennie: 42 minuty na trenażerze, 9.5km biegu, 36km na rowerze.
W sumie: 400km biegu, 1530km na rowerze, 167 godzin wszystkiego.
Pływać Królik chce!






sobota, 4 kwietnia 2020

04 04 20 20


Póki co tutejszy lockdown nie obejmuje biegania po lesie. Dzięki temu udaje się Królikowi trzymać jakoś głowę na karku. Zakończył się miesiąc w miarę uczciwego trenowania, choć bez siłowni, bez basenu, więc tylko rower i bieganie.





A zaczynał Królik marnie, ledwo co przetruchtał 1.3km na bieżni mechanicznej. Tak, jeszcze na siłowni, gdzie wszyscy pluli i prychali na siebie, ocierali twarze ręcznikami, pili z zaplutych przez sąsiadów bidonów. To chyba była inna epoka.

Siłą okoliczności, ale i lepszą pogodą, mniej rozpadającym się ciałem, przeniósł się Królik do lasu. I powolutku zwiększał dystans i trochę się rozpędzał. Już nie miał wrażenia, że coś się rozerwie, jak trochę gwałtowniej szarpnie ciałem.


I tak wszedł Królik w bardzo stabilną codzienną rutynę, gdzie z dokładnością godną lepszej sprawy robił ten sam kilometraż dziennie. Wcześnie rano w lesie, w sąsiedniej wiosce, na kampusie totalnie pusto. Pięknie, trochę creepy może. Przy okazji zmasakrował sobie Królik stopy (to jednak chyba sprawa braku moczenia się półtorej godziny dziennie w basenie), ale nie na tyle, żeby nie móc biegać.

Rozumiemy, że chcesz uprawiać sport
Powoli stara się Królik wymyślać (i realizować) jakieś sensowniejsze treningi. Rutyna pozwoliła na poznanie nielicznych psiarzy i biegaczy, którzy z tym samym uporem trzymają się codziennej rutyny. Miło tak się pozdrowić, zobaczyć czyjąś uśmiechniętą twarz. Wcześniej nikt na taką ekspresję uczuć sobie tutaj nie pozwalał. 



sobota, 14 marca 2020

Geen paniek, wel gezond verstand!


Apel o zdrowy rozsądek w kraju, który robi wszystko, żeby zasłużyć sobie na jak najgorszą opinię u sąsiadów, brzmi niemal sarkastycznie. W swoim otoczeniu nie napotkał Królik objawów paniki, wręcz przeciwnie, raczej oznaki lekce sobie ważenia nie tylko (dopiero co) wprowadzonych ograniczeń (przez rząd federalny, którego de facto nie ma od roku), ale i tegoż zdrowego rozsądku. Jeszcze przedwczoraj pójść można było w Leuven na basen, jeszcze wczoraj w szkołach odbywały się normalnie lekcje, a wieczorem gromady młodzieży włóczyły się po mieście, knajpy były pełne ludzi (wiadomo, trzeba uczcić ogłoszenie pandemii). Jeszcze dziś zrobić można było zakupy na targu, pójść do fryzjera. Holendrzy przynajmniej na chłodno wyliczają, że zamknięcie całej gospodarki w dłuższej perspektywie się nie opłaca, bo za rok i pięć lat nie będzie z czego utrzymać służby zdrowia i umrze znacznie więcej osób niż teraz uda się uratować jakimś gigantycznym kosztem. Każdy ma swój rozsądek.

Zamknięte uniwersyteckie obiekty sportowe, choć żeby wejść na bieżnię, wystarczy otworzyć furtkę
 
Stan tego zawieszenia jednak trochę się rzuca Królikowi na głowę. Choć są i zalety. Pierwsza: baseny zamknęli akurat wtedy, kiedy Królik nie może pływać po CUTcie (to już 39 dni bez pływania, a szykuje się jeszcze drugie tyle). Druga: nie może Królik wrócić do Polski. To jest jednak super, właściwie szkoda, że taka sytuacja nie trafiła się na koniec pobytu.

De Dijle
Keizerberg
Na początku rekonwalescencji kręcił się Królik trochę po siłowni. Nawet ćwiczenia ogólniejsze niż tylko na same nogi zaczął robić. Dwa tygodnie po CUTcie zaczął jeździć na rowerze. Tydzień temu biegać. Siłownia za to na razie odpada. Jeżdżenie pociągiem gdzieś dalej też. Zostaje okoliczny lasek, górka, ścieżka wzdłuż kanału. Ciekawe, ile to potrwa. I czy ten zdrowy rozsądek wyjdzie Belgom na zdrowie.

Heverleebos
Kanaal Leuven-Dijle
Rond De Doode Bemde

piątek, 14 lutego 2020

Dziesiąta doba


Mija dziesięć dni od CUTa. Królik wraca do żywych. Ale powoli to idzie bardzo. I choć nie jest źle, nie można powiedzieć, żeby się do końca udało. Być może konieczna będzie jakaś poprawka, kolejny CUT. Albo paskudztwo zostanie do końca życia.

Jeszcze w poCUTowej euforii (otumanieniu)
Cały ten serial trwa już ponad pół roku i mocno Królika eksploatuje. Najpierw było załatwianie. Na każdym etapie przeszkody. Absurdalne, upokarzające, kosztowne. Bezsilność i rozpacz. Do tego jeszcze Króliczy wyjazd. Załatwianie na odległość. Jeżdżenie w tę i we w tę. Strach, że się nie uda, że coś się rypnie.

W końcu leki, leki, leki. W końcu odliczanie już nie tygodni, już nie dni, tylko godzin, minut. Dlaczego to tyle trwa? W końcu przypięli pasami do stołu operacyjnego. Ulga. Zrobił Królik wszystko, co musiał zrobić, teraz już jest w rękach innych.

CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT

Rurka w nosie, ściskający ciśnieniomierz, pulsometr, kroplówka z morfiny. Miażdżący ból, wyrzyg, kołek w gardle, niewygoda, spuchnięcie. W domu rozsadzający ból głowy. Cztery dni w jakiejś innej rzeczywistości. Niby w domu, ale bez spania, bo nie sposób się ułożyć. Z jakimiś obcymi elementami w ciele, przebijającymi się w najdziwniejszych miejscach. I jeszcze te leki, leki, leki.

Pobiegałby Królik

Piąta doba po CUTcie – usunięcie rurek. Krok ku wolności. Powoli. Nabieranie samodzielności. Już Królik sam otworzył lodówkę. Już sam założył buty. Sam wyszedł wyrzucić śmiecie. Siódma doba – impreza dziękczynna. Ósma doba – wyprawa do kina. Dziewiąta doba – samodzielny spacer po lesie. Dziewiąta doba – rowerek na siłowni. 

Sprzęt ratujący życie


niedziela, 2 lutego 2020

Ostatnie razy


Wiele rzeczy ostatni raz. Ostatni spacer po plaży. Ostatnie bieganie po górkach. Jutro ostatnie bieganie po lesie. Pojutrze ostatnie pływanie. Ostatnia siłownia. Ostatni rower. Jeszcze setki innych ostatnich. Królik* robi długi reset. CUT. Takie tam roztrenowanie. Ostatni tydzień przygotowań, spłukiwania organów chemią różną, mija.

*Tak, to ten sam Królik, który od trzech lat woli funkcjonować z ryzykiem wylewki jakiejś czy udaru, niż brać leki; Królik, który odmówił dość prostej w sumie operacji, która mogła naprawić krew (choć mogła i nie naprawić).

CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT CUT

Potem będą dwa, trzy tygodnie unieruchomienia, niespotykane kombinacje i obłędne dawki medykamentów. Dalej dwa, trzy miesiące nietrenowania. I jeszcze wiele kolejnych miesięcy babrania się w tym. Jak to wszystko Królicza głowa w ogóle zniesie? Na razie nie bardzo znosiła to, co było przed CUTem, więc chyba innej drogi nie ma. Może po CUTcie będzie jakiś pierwszy raz.

Ostatni raz. Z Ylvą wzdłuż morza

Ostatni raz. Bieg wokół stawów w Abdij van Park

Ostatni raz. Przejażdżka po Meerdaalwoud

Ostatni raz. Przebieżka po Heverleebos do Zoet Water

Ostatni raz. Zawody w błocie Gór Świętokrzyskich

Ostatni raz. Wykres tempa i profil trasy z Gór Świętokrzyskich

wtorek, 31 grudnia 2019

Rok 2019


Słaby treningowo był ten dziewiętnasty. Królik zaliczył odnowienie się niemocy kolana na drugim pięknym biegu zimowym już na początku roku. I potem był największy ból w Hvarze, największa nadzieja na Iles of Scilly i największe rozczarowanie, czyli DNF, na Stockholms skärgården. Zawody pływackie tylko jedne OW 3km na Mazurach. I żadnych więcej startów. Ogólne zwątpienie w sens jakichkolwiek.



Tygodniowe przebiegi... jak widać, z tygodnia na tydzień coraz gorzej
Średnia dzienna... tylko w pływaniu pewien postęp
Była jeszcze wycieczka na Hardangervidda. Obóz w Rytrze i w Kołobrzegu. Były jak zwykle wyjazdy służbowe. Wszystkiego jednak znacznie mniej niż w poprzednich latach. Przez kolano bardzo mało wyszło biegania, raptem 1540km. Pływania więcej, nawet najwięcej, czyli 813km. Skandalicznie mało roweru (niecałe 5000m i całe ZERO kilometrów na szosie), przez jeżdżenie autem, przez wyjazdy, przez niemoc głowy. Trochę więcej trenażera niż poprzednio, no i żelastwo na siłowni. Standardowo wyszło niecałe trzy godziny użerania się z Króliczym ciałem dziennie.

Były w dziewiętnastym dwie przeprowadzki, masa formalności przeróżnych, nowa praca. Wiele rozczarowań, wiele nadziei. Ta zima też wyjątkowo bez wyjazdu na narty, bez świątecznego obozu w Szczyrku. Trudny był to rok dla Króliczego ciała i Króliczej głowy. A następny raczej nie będzie łatwiejszy.

Highlights

Weekend na Mazurach w styczniu, ostatnie bieganie bez obaw o nogę
Polarne upały w maju na Hardangervidda
Majowa służbówka w Irlandii

Mixed blessings

Zawody na Isles of Scilly... które dały nieszczęsnego slota
Flandria... niby jak w domu, niby pięknie, ale jednak trudno...

Downsides

Hvar... najboleśniejsze zawody ever... przyczyniły się do zasadniczego DNFa

Czy może być coś bardziej upokarzającego, dołującego, załamującego niż płynięcie motorówką przez morze, które miało się pokonać wpław...