niedziela, 5 listopada 2017

Głupi nie biegają, głupi pływają

Królicza głupota czasem naprawdę zadziwia. Samoistnie, bez niczyjej pomocy i zupełnie idiotycznie się Królik wykluczył z biegania na ponad tydzień. Ot, wystarczyło drobne puknięcie gołą stopą w mebel i ułamał się Królikowi paznokieć w małym palcu. W ogóle niegodna uwagi sprawa, ale żeby paznokieć się nie rozdwoił, owinął go Królik plastrem. Następnego dnia długie wybieganie. Nawet przeleciało przez Króliczą głowę, żeby ten plaster zdjąć, ale machnął ręką. Deszczowa totalnie niedziela była, więc Królik biegał po chodnikach, buty miał już totalnie przemoczone po kilku minutach. Po ponad półtorej godziny i już (na szczęście) na ostatniej prostej do domu, zakłuło w stopie okropne, jedyne, nie do pomylenia z niczym uczucie pękającego pęcherza. Doczołgawszy się do domu i zdejmiwszy skarpetkę ukazała się skala strat. Plaster obtarł sąsiedni palec, w którym po pękniętym pęcherzu została ogromna, bezskórna, krwawa czeluść.

Jeszcze trochę słonecznej jesieni w drodze na basen

Udało się Królikowi wytrzymać dwa dni trenując jedynie na basenie i trenażerze, kuśtykając w pracy co najmniej jakby zaliczył poważną kontuzję. W środę nie wytrzymał Królik i pojechał do lasu. Dziurawy palec owinął plastrem i poleciał. Po czterech kilometrach zakłuło w stopie okropne, jedyne, nie do pomylenia z niczym uczucie pękającego pęcherza. Plaster owijający dziurę po pęcherzu, obtarł sąsiedni palec, który nie miał nawet zwisającej resztki skóry po bąblu, a tylko zwyczajną krwawą miazgę. Pięknie. Niby jeszcze dwa palce w tej stopie zostały, ale postanowił Królik jednak odczekać i pozwolić odbudować się skórze na tych malutkich, ale okazuje się, kluczowych fragmentach ciała.

I tak wyszło, że Królik pływał codziennie i głowę zajmował sposobami zagospodarowania dużej pływowej objętości czterema stylami tak, by i głód kilometrów, i deficyty w pływaniu innymi niż kraul stylami zaspokoić. Tak powstały rozpiski, które pozwoliły Królikowi liczyć podczas pływania nie tylko baseny w tę i we w tę, ale naprawdę uważać, co się płynie, co jest cudownym sposobem na to, że trening na 3200 – 4000m mija jak z bicza trzasł.

1 - mot, 2 - grzb, 3 - klas, 4 - dow. Po siedem czterysetek na małym basenie
Oprócz tego sam Królik siebie zadziwia ostatnio, bo na własnych pływowych treningach (tj. bez trenera i grupy, gdzie są przeróżne koszmarne ćwiczenia, w ogóle chodzi o to, żeby przetrwać i to najlepiej nie opóźniając reszty grupy o całe minuty na każdym zadaniu) zaczął pływać jakieś niefajne rzeczy. Takie rzeczy znaczy się, które sprawiają mu trudność i wychodzą źle, albo nawet wcale. Pływa Królik trochę grzbietu, który idzie mu zdecydowanie najgorzej technicznie. Pływa Królik więcej delfina, który zdecydowanie najbardziej męczy. Pływa Królik ćwiczenia oddechowe i stara się więcej pływać pod wodą, w czym zawsze jest najsłabszy w grupie. Ćwiczy Królik nawroty tak, by umieć je robić symetrycznie na każdą stronę (chodzi głównie o grzbiet, no i nawrót z grzbietu na żabę w zmiennym).

Wzory takich treningów układają się same. Tylko że coraz więcej w nich delfina...

Ot i tak mija więc szósty tydzień jesieni z przebiegiem: 100.7km pływu, 195.2km biegu, ponad 20 godzin kręcenia w domu i 1125km roweru transportowo. Niestety czeka teraz Królika bardzo niefajna szpitalna przerwa, ale jak go tam konowały nie ubiją, to czekają już niebawem zawody pływowe!

niedziela, 22 października 2017

Cztery jesienne tygodnie

Skończyły się wyjazdy, pływanie w morzach, zawody i inne atrakcje. Zaczęła się rutyna nowego semestru w robocie, zaczęły się treningi klubowe na pływalni, przyszła chłodniejsza pogoda. Królik trenuje, pracuje tylko tyle, ile musi, czyta i śpi. W te cztery pierwsze tygodnie jakiś plan się wykrystalizował. Pierwsza część tygodnia głównie skupiona na robocie, przedłużony weekend poświęcony głównie na nadrabianie treningów. I tak przez te cztery tygodnie wyszło: 65.5km pływu, 149.1km biegu, ponad 11 godzin na trenażerze, 790.8km transportowo na rowerze. Uff.

W drodze do roboty
W przerwie w pracy testowanie elektryka nad Wisłą i po skarpie

Taka to tępa rutyna i tłuczenie tych kilometrów. Ale trochę fajnych treningów też się udało. Biegowych – krótkie górki albo nowa trasa na 12.5km po lesie. Coś tam próbuje Królik poprawić też w pływaniu, przede wszystkim swój fatalny styl grzbietowy, do tego dużo pływania zmiennym, taką na przykład drabinką: 400m, 300m, 200m, 100m. Bo zawody pływowe to na pewno czekają jeszcze w tym roku.

Parę razy coraz szybciej w górę i w dół 
Najczęstsze jesienne widoki biegowe

czwartek, 28 września 2017

Stolice roweru. Barcelona

Cztery dni służbówki w stolicy Katalonii. Wokół manifestacje, zatrzymania, policja, miasto obwieszone flagami, krzyczące o możliwość głosowania w referendum. Tymczasem pogoda niesamowicie letnia, morze przejrzyste, czyste, z łagodną falą. Popływał Królik, pobiegał wzdłuż brzegu. I pojeździł trochę na rowerze.

Stolica Katalonii i jej rower publiczny

Rowerzystów w Barcelonie trochę jest. Niewątpliwie dwóch rodzajów: miejscowych poruszających się w celach transportowych oraz turystów, głównie jeżdżących wzdłuż morza, leniwie i niezbornie. Najpopularniejszą marką rowerową w Barcelonie zdaje się być Decathlonowy B'twin: w odsłonach składanych, miejskich, górskich. Jest też publiczny ViuBiCiNg, z którego Królik miał nadzieję skorzystać, ale nie jest on dostępny dla przygodnych użytkowników: kupić można jedynie roczny abonament (i tylko za pośrednictwem hiszpańskiego konta), trzeba czekać aż karta do roweru przyjdzie pocztą. Rozczarowujące. Ale miejscowi zdają się korzystać masowo z 6000 rowerów rozstawionych w ponad 400 stajenkach w mieście. Według danych ze strony operatora do tej pory w 2017 roku było już prawie 10 milionów wypożyczeń, ale średni czas korzystania jest bardzo krótki, raptem 13 minut. System ilościowo nie jest wiele większy niż warszawskie veturilo. W Barcelonie jednak działa on cały rok. Dla porównania w Warszawie rocznie są 2 miliony wypożyczeń, a średni czas użytkowania wynosi 22 minuty.


Droga rowerowa pomiędzy jezdniami

Na skrzyżowaniach takie rozwiązanie nieuchronnie prowadzi do konfliktów

W rankingach Copenhagenize Barcelona figuruje stale od 2011 roku, gdy rozpoczęła od 3 miejsca, w 2017 jest na 11 pozycji. Infrastruktura rowerowa nie uzasadnia jednak, dlaczego Barcelona znajduje się wśród najbardziej urowerowionych miast na świecie. Dziewiętnastowieczny układ urbanistyczny rozbudowy Barcelony jest jej zaletą i przekleństwem. Łatwo znaleźć drogę i poruszać się równoległymi ulicami, ale skrzyżowania co sto trzydzieści metrów są strasznie irytujące i nieekonomiczne. Ścięte narożniki kwartałów w szczególności ograniczają widoczność, jako że są zastawione kontenerami na śmieci, ogródkami kawiarnianymi, parkującymi autami. Piesi za każdym skrzyżowaniem nadkładać muszą po kilkadziesiąt metrów do przejścia schowanego za ściętym narożnikiem. Ruch samochodowy w Eixample jest przytłaczający. Standardowe ulice układu są często jednokierunkowe z dwoma pasami ruchu. Szersze aleje mają po trzy pasy dla samochodów w każdą stronę. Oczywiście w starszych dzielnicach jest ciasno i bardziej pieszo.

Niełatwa zmiana kierunku i kolizja z ruchem pieszych

Przejazd przez plac

Infrastruktura rowerowa jest bardzo różna. Są drogi poprowadzone chodnikiem, są jednokierunkowe i dwukierunkowe pasy po jednej stronie jezdni, no i najbardziej kuriozalne dwukierunkowe pasy idące środkiem jezdni (pomiędzy jezdniami dla obu kierunków). Trudno zrozumieć logikę takiego rozwiązania. Co prawda po takim pasie rowerowym raczej nie łażą piesi i nie parkują samochody, ale poza tym zalet chyba brak. Jest się w środku samochodowego smrodu i hałasu, trudno wydostać się z takiej drogi do jakiegoś skrętu. To jest właśnie największą trudnością w poruszaniu się po Barcelonie, że zmiana kierunku jest poszukiwaniem urwanego gdzieś pasa, czy drogi rowerowej, której nie wiadomo nawet gdzie szukać. Przejeżdżanie przez różne gigantyczne skrzyżowania, place, czy ronda też nie jest przyjemne, jako że dziwne prowadzenie pasów rowerowych powoduje, że nagle rowerzysta znajduje się pośrodku, pomiędzy kilkoma pasami dla aut rozjeżdżającymi się w różnych kierunkach. Co prawda kierowcy zdają się być wyrozumiali i uważni, ale nie znając tych skrzyżowań na wylot, nie przejeżdża się przez nie komfortowo.

Oznaczenia drogi rowerowej na bulwarze w Badalonie

Droga pieszo-rowerowa wzdłuż morza na wysokości El Masnou


Niestety nie zdążył Królik wypróbować krajobrazowej Ronda Verda, czyli ponad 70-km trasy rowerowej wokół Barcelony. Zdaje się jednak, że w wielu miejscach składa się głównie z oznaczeń, a trasa biegnie wraz ze szklakami pieszymi. Jeździł Królik fragmentem Ronda Verda wzdłuż morza i jeszcze dalej na północ/wschód. Palmy, plaża i widok na morze rekompensują porwaną i źle oznaczoną infrastrukturę rowerową, choć chyba wiele można by poprawić stosunkowo niewielkimi nakładami.